poniedziałek, 31 lipca 2017

Rozdział Piąty

~"Miłość może poczekać, głód nie" ~

Słowa, które wypowiedziała Hange, stopniowo docierały do jego uszu, powodując tym samym, że na jego ciele pojawił się zimny pot. Eren dopiero po chwili, zdał sobie sprawę z tego, że brązowowłosa dziewczyna, nie powiedziała tego ot, tak. Wiedział, że czterooka, specjalnie powtórzyła swoją wypowiedź, aby zawarta w niej wiadomość dotarła do jego uszu, aby Eren mógł ją przeanalizować, aby mógł dotrzeć do prawdy. Mimo to, słowa, które usłyszał, które znał, które raz po raz wkradały się do jego umysłu, nie pozostawały po sobie żadnego śladu. Fakt słyszał je, to prawda, ale nie potrafił zrozumieć ich treści. Nie potrafił się skupić. Nie wiedział, jak miał na tą wiadomość zareagować. W przeciągu kilku sekund zamarł. Znieruchomiał, zupełnie tak, jakby ktoś nagle zatrzymał przeciekający przez jego kruche, aczkolwiek delikatne i szczupłe zarazem, palce, czas. Nie był, w stanie się nawet poruszyć. Stał pośrodku małej, śnieżnobiałej kuchni, wpatrując się w pustą przestrzeń przed sobą, z wyraźnym osłupieniem wypisanym na twarzy.

W pierwszej chwili pomyślał, że to był zwykły, nic nieznaczący żart, który prawdopodobnie miał sprawić, aby na jego twarzy pojawił się uśmiech, aby jego ponura i zmęczona od ciągłego płaczu twarz, się rozpromieniła, aby choć przez chwilę mógłby być jeszcze dawną cząstką siebie, ale on wcale się nie śmiał. Jego kąciki ust nie podniosły się nawet o milimetr, a brwi nie zmarszczyły się w ten dziwny, aczkolwiek również rozweselający, jego przyjaciół, sposób. Nic nie byłoby w stanie już tego zmienić.

Pokręcił przecząco głową, nie mogąc za wszelką cenę pojąć aktualnej sytuacji. Nie był nawet w stanie pomyśleć o tym, czy Hange, aby na pewno była pewna swoich słów. Czy nie postanowiła go zwyczajnie na świecie okłamać, by polepszyć odrobinę jego samopoczucie, które teraz, sięgało samego dna?

Levi jest cały. Nic mu nie jest. Wszystko jest w porządku - powtarzał te słowa raz po raz, zdając sobie po chwili sprawę z tego, jak mogłoby to wyglądać. Czuł się tak, jakby właśnie uciekł z izolatki, jakby po raz pierwszy od dawna uwolnił się od spoczywającego na jego barkach ciężaru. Mimo to martwił się.

Martwił się od samego początku, gdy tylko Hange zjawiła się w jego drzwiach, po raz pierwszy. To prawda, nie widział jej od paru dni, ale świadomość, że dziewczyna zapukała do jego drzwi, dopiero po nagłej i niespodziewanej śmierci Levi'a, sprawiła, że roześmiał się głośno, z trudem powstrzymując swój odbijający się od głuchych ścian, śmiech, który przemierzył jego mieszkanie, echem stopniowo, zanikając w następnym pokoju. Nie był, już pewny komu powinien ufać. Nie wiedział, już kto jest, albo kto był tak naprawdę jego prawdziwym przyjacielem. Nie wiedział już nic.

Podszedł do szafki, krzywiąc się co jakiś czas z bólu, gdy bosa stopa nastąpiła na świeże rany, które pozostały po rozbiciu lustra. Przejechał palcem po jednej z półek, zauważając na palcach blado-szare przetarcia. Kurz. Nie sprzątał już od dawna.

Sięgnął ręką po pierwszą lepszą buteleczkę, stojącą na niewielkiej półce, stwierdzając po chwili, że nawet alkohol nie byłby w stanie mu pomóc. Mógł to prawda, ale myśl, że ciemnowłosy mężczyzna, nie lubił jego pijackich zabaw, sprawiła, że natychmiast pożałował swojej decyzji. Westchnął głęboko, odwracając się do półki plecami, i zrobił kilka niepewnych kroków, w stronę telewizora. Kamera.

Uśmiechnął się słabo pod nosem, dochodząc do wniosku, że wirze tego całego szaleństwa, w którym się teraz znajdował, kompletnie zapomniał o pozostawionych przez Levi'a filmach. Po powrocie z pogrzebu zdołał obejrzeć tylko jedno nagranie, zanim na dobre już zatracił się w swoich obowiązkach i nieudolnych próbach opanowania.

Zagryzł wargę, widząc, jak jego dłonie drżą. Bał się. Był świadom swojej słabości. Wiedział, że mimo swojej wiecznej obojętności, czarnowłosy chłopak, go kochał, a mimo to nadal się bał. Z trudem udało mu się podłączyć kamerę do telewizora. Nie potrafił się opanować. Nie potrafił znieść myśli, że mógłby być przez niego tak perfidnie oszukany.

Westchnął zrezygnowany, siadając ciężko na miękkim dywanie, by dokładnie chwilę później wbić swój wzrok w ekran telewizora, na którym ukazała się blada twarz czarnowłosego chłopaka. Tak bardzo za nim tęsknił.

- Hej Eren - głos Levi'a był spokojny i opanowany. Pieścił jego uszu w miły i przyjemny zarazem sposób, zupełnie tak, jakby posiadał jakieś lecznicze właściwości.- Dziś jest drugi stycznia...

Brązowowłosy chłopak zatrzymał film, podrywając się szybko na równe nogi, by w następnej chwili udać się do swojego pokoju. Rozejrzał się uważnie po pomieszczeniu, nerwowo poszukując wzrokiem swój kalendarz, który powinien leżeć na drewnianej półce. Zaklął pod nosem. Był pewny, że pożądany przez niego przedmiot będzie dokładnie tam, gdzie przedtem go zostawił, ale pamięć zawsze mogła go mylić. Wybiegł więc z pokoju i skierował swoje obolałe i zranione stopy w stronę małej, śnieżnobiałej kuchni.

Pot kropił się na jego czole, oddech był płytki. Eren czuł się tak, jakby właśnie przebiegł największy w swym życiu, maraton, który kończył się zaledwie 12 kilometrów od jego domu. Utkwił swój rozbiegany i lekko zaszklony wzrok, w wiszącym na ścianie kalendarzu, który teraz wskazywał koniec listopada.

Listopad. Spuścił głowę, zaciskając, w tym samym czasie swoje oczy i dłonie. Był koniec listopada. Dopiero teraz to sobie uświadomił. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jak dużo czasu minęło już, od śmierci ciemnowłosego, a jednak, słowa, które powiedziała Hange, sprawiły, że w jego sercu i umyśle, wykwitła nowa nadzieja. Płomień, który jeszcze niegdyś w nim zgasł, znów rozjarzył się do czerwoności, tylko potwierdzając słowa brązowowłosej. Eren wiedział już, że nie spocznie, dopóki nie sprowadzi do domu, swojego ukochanego.

Pewnym siebie krokiem, wrócił do salonu i ponownie usiadł na kanapie, uważnie, przyglądając się ciemnowłosemu chłopakowi. Chciał zapamiętać, jak najwięcej możliwych detali, w razie, gdyby twarz Levi'a nagle miałaby się zmienić, albo co gorsza, w razie, gdyby już nigdy, nie byłby w stanie go odnaleźć. Włączył film od nowa.

02/01/2017

- Hej Eren... - brązowowłosy chłopak uważnie przyjrzał się postaci wyświetlanej na telewizorze, z trudem, powstrzymując niekontrolowany płacz, który co jakiś czas wyrywał się z jego gardła.- Dziś jest drugi stycznia... Przynajmniej, tak pokazuje mi ten chujowy grat, który zacina się co pięć minut...
Zielonooki uśmiechnął się słabo pod nosem, słysząc dobrze mu znane przekleństwo. Pokręcił przecząco głową, nie mogąc uwierzyć własnym uszom. Czy ten wiecznie obojętny mężczyzna, zawsze musiał używać takich słów? Czy nie było go stać na nic więcej?

- Kurwa, Eren - powiedział Levi, biorąc do ręki swój ulubiony czarny kubek z napisem: "Miłość może poczekać, głód nie". Chłopak doskonale pamiętał moment, w którym zastanawiał się nad kupnem tego, a nie innego prezentu.- To wideo skrywa tak dużo pierdolonych sekretów, że chyba właśnie w tej chwili, moje serce doznało jakiegoś szoku, albo zwyczajnie na świecie postanowiło wziąć sobie jebany urlop.

Tym razem kamera nie stała już na żadnym stole, czy książce, bo film natychmiast się zmienił, pokazując Erenowi, jak ciemnowłosy mężczyzna zmierzał właśnie w stronę ich wspólnej sypialni. Słysząc charakterystyczne syknięcie, uśmiechnął się jeszcze szerzej, powoli, wycierając spływające po jego policzkach łzy. Tęsknił. Tak bardzo za nim tęsknił.

- Eh, dzieciaku, co ja z tobą mam? - rzucił niższy mężczyzna, otwierając tym samym, i tak już lekko uchylone drzwi, za którymi panowała teraz absolutna ciemność. Tylko, co jakiś czas, można było dostrzec, padające przez częściowo zasłonięte okno, promienie słońca. Levi jednakże nie czekał długo. Natychmiast skierował swoje stopy w stronę jedynego źródła światła, aby w następnej chwili, jednym szarpnięciem ręki zerwać firanki i wpuścić do środka zabójcze, snopy słońca.- Spójrz na siebie...

Serce, siedzącego na kanapie chłopaka, natychmiast podskoczyło w momencie, gdy na telewizorze pojawiła się jego twarz. Powieki miał zamknięte, usta lekko otwarte co wskazywały na to ciche, wydobywające się z jego gardła, pomruki, które najprawdopodobniej były spowodowane chrapaniem. Jego czekoladowe kosmyki włosów, teraz były skierowane w każdą możliwą stronę, gdzieniegdzie tworząc małe loczki, którymi właśnie przed chwilą zaczął bawić się ciemnowłosy chłopak. Eren wstrzymał oddech, wsłuchując się w zachrypnięty głos swojego ukochanego.

- Jesteś taki młody, bezbronny, niewinny... - wyszeptał, pochylając się lekko nad jego twarzą, aby dokładnie chwilę później złożyć na jego ustach delikatny i krótki zarazem pocałunek.- Wiesz? Mam naprawdę wielką ochotę cię teraz zerżnąć, wyruchać, zgwałcić... Wybierz sobie jedną lub dwie opcje...

Eren parsknął śmiechem, kręcąc głową na wszystkie strony. Wiedział, że był dla Levi'a kimś ważnym, ale nigdy by się nie spodziewał, że właśnie ten niski, wiecznie obojętny mężczyzna sprawi, iż jego życie wywróci się o sto osiemdziesiąt stopni. Nigdy by nie przypuszczał, że kobaltowooki, odważy się na aż taki poważny krok w ich związku.

- Ja pierdolę, Eren - głos bruneta, był teraz trochę ostrzejszy. Brązowe brwi, chłopaka, powędrowały do góry, ze zdziwieniem, wpatrując się w telewizor.- Przez ciebie mi stanął...

Dłoń chłopaka powędrowała do ust. Nie potrafił ukryć uśmiechu, który już od kilku dobrych minut gościł na jego twarzy. Eren po chwili doszedł do wniosku, że jego ukochany był nieobliczalny. Bezpośredni, czasami bardzo chamski, ale przede wszystkim nieobliczalny. I szczerze mówiąc, zielonooki właśnie takiego go kochał.

- Dlaczego ty zawsze musisz, robić absolutnie wszystko, abym to ja się, kurwa czuł niezręcznie? - zapytał, kierując swój zimny, aczkolwiek chłodny i opanowany wzrok, na kamerę, która idealnie pokazywała na telewizorze, jego fioletowe worki pod oczami.- Dlaczego ty zawsze, musisz, kurwa tak długo spać? Nie możesz choć raz w życiu, wstać znacznie wcześniej niż ja? Nogi ci ujebało, czy jak?

Podniósł się zgrabnie z miękkiej skórzanej kanapy i podszedł do telewizora. Czuł, jak przez jego ciało przepływa adrenalina, jak w żyłach silne odczuwał zbierające się w podbrzuszu podniecenie, jak z trudem potrafił się opanować. Widok ciemnowłosego chłopaka go pobudzał.

- Tch... Przez ciebie, czuję się, jak jakiś pierdolony pedofil... - wyznał, uśmiechając się lekko pod nosem. Jego twarz, natychmiast się rozpogodziła, ukazując powoli pokazujące się zmarszczki, które nie tylko go trochę postarzały, ale również oddziaływały na Erena, pobudzająco. Z trudem zagryzł wargę, gdy całkiem przypadkiem, dłonią przejechał po całej długości swojego przyrodzenia.- Mam dopiero dwadzieścia pięć lat, a mam wrażenie, że jestem jakimś pojebanym dziadkiem, który podnieca się na widok, swoich zębów w słoiku. Ironia losu, prawda?

Brakowało mu tego. Brakowało mu tego głosu, pozbawionego emocji, brakowało mu jego zapachu, w którym zawsze potrafił się zatracić. Wszystko to, co emanowało od Levi'a sprawiało, że z dnia na dzień jego humor, zmieniał się diametralnie. Wiedział, że zawsze mógł na niego liczyć, zawsze był częścią jego życia. Nawet jeśli by o nim zapomniał, nawet jeśli go odtrącał, bo to właśnie on powodował, że Eren w jego obliczu stawał się taki, a nie inny. To on był odpowiedzialny za jego samopoczucie. To on był brakującym kawałkiem w jego nieposkładanym jeszcze świecie. To on był mu przeznaczony.

- Z resztą pierdol, po prostu o tym zapomnij, albo przejdź do następnego filmu - Levi, po raz kolejny tego dnia, zwrócił na siebie jego uwagę. Tym razem znów siedział w kuchni, co jakiś czas, popijając ze swojego kubka, ciepłą herbatę. Eren, jednakże nie spodziewał się, że to wcale nie był jeszcze koniec tego filmu.- Eren? Oglądasz to jeszcze?

Brązowowłosy już miał zamiar odpowiedzieć, kiedy twarz ciemnowłosego mężczyzny diametralnie się zmieniła. Nie była już chowana pod maską obojętności. Nie była już chłodna ani opanowana. Teraz warga kobaltowookiego lekko drżała, zupełnie tak, jakby zaraz siedzący przed kamerą chłopak, miał się zaraz rozpłakać. Jakby Levi właśnie w tej chwili tracił swój najcenniejszy skarb.

- Wiem, że nie mówię tego tak często, jak ty, ale... - urwał. Zagryzł mocno wargę, tym samym powodując, że po chwili na jego ustach pojawiły się czerwone ślady. Krwawił.- Musisz po prostu zrozumieć, że nie ważne co będziesz robił, nie ważne, jak bardzo się pokłócimy... Chcę po prostu, abyś zawsze pamiętał, że nie ważne co się z nami stanie, zawsze, ale to zawsze będę cię kochał.

Ciało Erena poruszyło się niespokojnie. Drgało. Chłopak miał wrażenie, że coś się w nim brutalnie zatrzaskuje. Jakby właśnie w tym momencie cały jego obraz, dotychczasowej rzeczywistości runął, jakby właśnie otrzymał od ciemnowłosego mężczyzny jasny rozkaz, który chciał mu właśnie w ten sposób przekazać, aby się nie poddawał, aby walczył o swoje, aby w końcu go odnalazł...

- Kocham cię Eren... - te słowa, rozległy się po cichym już mieszkaniu, dokładnie w tym samym czasie, gdy chwilę później zielonooki chłopak, zamknął za sobą drzwi.- Pamiętaj o tym...

czwartek, 27 lipca 2017

Rozdział Czwarty

~ Tabletka na grzeczność ~

Eren siedział przy kuchennym stole, uważnie, wpatrując się w unoszącą się nad kubkiem, ciepłej kawy, parę, która równie szybko znikała, jak się pojawiała. Brązowowłosy chłopak nie wiedział do końca, jak to się stało. Jeszcze niecałe pół godziny temu, siedział samotnie i dłubał widelcem w talerzu, próbując oddzielić sałatę od pomidorów, a teraz czekał, aż Erwin skończy rozmawiać z Hange w pokoju obok. Przez większość czasu, zastanawiał się nad tym, co on właściwie tutaj robił. Powinien być w drodze do Ackermanna, aby...

Westchną zrezygnowany, spuszczając swoją głowę. Czuł się okropnie. Mały płomień nadziei, który jeszcze nie tak dawno, zagnieździł się w jego umyśle, zgasł. Zniknął, pozostawiając po sobie jedynie, zbyt bolesne i nic nieznaczące wspomnienia ostatnich wydarzeń. Eren nie wiedział, już co o tym wszystkim powinien myśleć. Miał wrażenie, że przerabiał to już po raz setny. Był zmęczony, a mimo to, wciąż postanowił brać w tym udział. Chciał w końcu dowiedzieć się prawdy. Chciał w końcu spojrzeć mordercy prosto w oczy i pogratulować mu za zniszczenie życia. Może dzięki temu, znów stałby się sobą. Może, właśnie dzięki temu, odnalazłby spokój...

Podskoczył z przerażania, słysząc huk, zamykających się drzwi. Nawet nie zauważył, kiedy brązowowłosa dziewczyna, usiadła naprzeciwko niego, wyciągając ze skórzanej torby, jakiś notes i papierową torbę. Uśmiechnęła się do niego na swój specyficzny sposób, poprawiając tym samym suwające się, z jej zadartego nosa, okulary i pochyliła się w jego stronę, wbijając tym samym swoje jasnobrązowe oczy w jego posmutniałą twarz.

- Zdumiewające - odezwała się po chwili, marszcząc przy tym swojej ciemne brwi.- Erwin miał rację. Wyglądasz okropnie, ale trudno też nie zauważyć, że jesteś podenerwowany.

Eren przestał podrzucać kolanem do góry. Spojrzał w jej błyszczące z podekscytowania oczy i uśmiechnął się słabo pod nosem, dochodząc do wniosku, że dziewczyna czeka na jego odpowiedź. Wziął więc głęboki wdech i spuszczając głowę, wypowiedział ciążące mu na sercu słowa. Miał nadzieję, że dzięki temu zdoła uwolnić się od kamienia, ciążącemu mu na sercu.

- Ostatnio miewam różne dziwne myśli - krótka odpowiedź, niby bez zabarwienia emocjonalnego, a jednak była podszyta bólem, niepokojem i poczuciem straty, która najwidoczniej udzielała się chłopakowi z każdym, nadciągającym, dniem.

- To zrozumiałe w twojej sytuacji - stwierdziła, krzyżując ramiona na swojej piersi.- Czujesz się uwięziony, powoli popadasz w depresję. Dziwię się, że wcześniej nie wspominałeś nikomu o takich objawach.

Chłopak otworzył usta, chcąc coś odpowiedzieć, ale po chwili je zamknął, dochodząc do wniosku, że słowa zaprzeczenia, nic by tutaj nie dały. Wiedział, że Hange, również toczy ze sobą wewnętrzną walkę, dlatego postanowił siedzieć cicho.

- W takim razie, przepiszę ci leki - rzuciła, wyciągając z papierowej torby, niewielkie, ciemnobrązowe apteczne buteleczki z lekami, które postawiła przed zielonookim.- Jeden z nich będziesz brał raz dziennie. Przytłumi pragnienie i frustracje typowe dla osób cierpiących na depresję. Ja to nazywam tabletką na grzeczność.

Eren nie wiedział, co o tym wszystkim miał myśleć. Nie spodziewał się, że utrata bliskiej osoby, może doprowadzić aż do takiego stanu. To prawda, nie raz o tym słyszał. Nie raz widział nastolatków po próbie samobójczej, ale nigdy by nie przypuszczał, że to kiedykolwiek spotka także go. Zawsze sądził, że ma silną wolę walki... Widocznie się mylił.

- Drugi lek jest o silnym działaniu uspokajającym - oznajmiła kobieta, notując coś szybko na niewielkiej kartce, którą całkiem niedawno wyrwała z niewielkiego, czarnego notesu.- Przyjmuj ją doraźnie i tylko w razie konieczności. Po jednej tabletce będziesz senny, jak diabli, dwie uśpiłyby słonia, więc uważaj.

Eren skinął niepewnie głową i wzdrygnął się w momencie, gdy jasnobrązowe oczy spojrzały na niego z ukosa. Nie wiedział, jak miał się zachować. Nie wiedział, już nic. Hange popatrzyła na niego z lekkim zdziwieniem wypisanym na twarzy, jednak odpowiednio próbowała to ukryć. Sama doskonale wiedziała, co czuł. Nikomu nie życzyła utraty ukochanej osoby, nawet największemu wrogowi, choć nie była pewny, czy śmierć bliskich, zrobiłaby na nich jakiekolwiek wrażenie. Od dłuższego czasu podejrzewała, że psychopaci są bez serca.

- Przykro mi z powodu Levi'a - odezwała się po chwili, chowając wszystkie swoje rzeczy do ciemnej, skórzanej torby. Jeszcze raz spojrzała na chłopaka.- Mam po kogoś zadzwonić?

- Nie - odparł, przecząco, kręcąc głową.- Dam sobie radę.

Hange westchnęła głośno, spuszczając wzrok. Niekiedy, Eren swoim zachowaniem przypominał jej dziecko. Przygryzła swoją wargę i zacisnęła pięści ze złości, zastanawiając się nad tym, czy powinna powiedzieć mu prawdę. Musiała podjąć decyzję. Musiała mu powiedzieć, ale z drugiej strony obawiała się jego reakcji. Nie chciała dawać mu złudnej nadziei. Nie chciała narażać go na niebezpieczeństwo, na jakie by się naraził, gdyby jednak postanowił ruszyć za jej tropem, ale świadomość, że Eren i tak jej nie posłucha, cicho podpowiadała, jej, że w końcu będzie musiała się z tym oswoić. To było jego życie. To on decydował o swoich czynach, ona jedynie mogła stać u jego boku i zwyczajnie na świecie mu doradzać. Tylko tyle mogła zrobić.

- Eren - rzuciła w końcu, podnosząc na niego wzrok.- Muszę coś ci ważnego powiedzieć, ale najpierw odpowiedz mi na jedno pytanie.

- O co ci chodzi Hange? - zapytał zdezorientowany.

- Pamiętasz, jak Erwin mówił ci, abyś nie zaglądał do trumny, na pogrzebie?

- Tak - odparł po chwili namysłu, przypominając sobie tamto wydarzenie.- Powiedział, że nie mam tego robić, bo widok jego rozszarpanego ciała, jest okropny...

- Zajrzałam do trumny, Eren - wyznała, biorąc do ręki swoją skórzaną torbę.- I jestem pewna na sto procent, że wcale nie pochowałeś Levi'a.

- Co?

poniedziałek, 17 lipca 2017

Rozdział Trzeci

~ Czy detektyw Erwin Smith, przypadkiem, tym samym nie zdradził swoich przyjaciół? ~

Stał przed lustrem już od kilku dobrych minut, uważnie przyglądając się swojej twarzy. Odkąd wrócił do domu, trwał w dziwnym stanie zawieszenia, kiedy serce i rozum próbowały odnaleźć rozwiązanie z owej sytuacji. Wiedział, że nie powinien wierzyć Ackermanowi, niemniej jednak to właśnie jego słowa, sprawiły, że popadał w jeszcze większą rozpacz i bezradność niż przedtem.

Przetarł dłońmi swoją zmęczoną i zaspaną zarazem twarz. Próbował ukoić swoje skołatane nerwy. Znów odetchnął głęboko, ale to wcale mu nie pomogło. Wręcz przeciwnie. Natłok myśli w jego głowie sprawiał, że Eren z trudem próbował przemyśleć ostatnie wydarzenia. W końcu, po dłuższej chwili, bezczynnego stania w miejscu, nie wytrzymał i uderzył pięścią w lustro. Odłamki szkła rozproszyły się po całej łazience, raniąc tym samym jego bose stopy, które znaczyły na białej, drewnianej podłodze czerwone ślady. A mimo to nie martwił się siedmioma latami nieszczęścia. Jego życie było tak pojebane, że już nie mogło być gorzej.

Nienawidził swojej bezradności. Nienawidził stanu, w którym aktualnie się znajdował. Już dawno myślał, że poradził sobie z rozpaczą po ukochanym, że pozwolił mu odejść, że będzie w stanie ruszyć do przodu, że nie będzie zwracał uwagi na przeszłość... A jednak, wraz z pojawieniem się Kennego, stchórzył. Znów spędzał większość dnia w łóżku. Znów przez resztę nocy, wiercił się, modląc się w duchu, aby tylko przez chwilę zamknąć oczy i odejść do krainy snów. Znów trząsł się, tłumiąc przerażenie zżerające go od środka, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że te wszystkie ryzykowne, głupie i nędzne próby opanowania, były tylko zwykłą stratą czasu.

Nie wiedział, jednak, że rozpacz po utracie bliskiej ci osobie, może być, aż tak wielka. Nie miał pojęcia, jak może wyglądać, życie w wiecznej samotności. Jak zwykła cisza panująca w domu, potrafiła doprowadzić cię do białej gorączki, jak wszystkie zdjęcia i wspomnienia, potrafiły głęboko zagłębić się w twoim umyśle, by w następnej chwili wbić się w twoje myśli, ze zdwojoną siłą... To właśnie wtedy, miał wrażenie, że powinien coś ze sobą zrobić. Ale czy, utrata omegi, mogłaby spowodować narastające się z każdym dniem myśli samobójcze? Czy, aż tak bardzo był uzależniony od swojego zwierzęcego oblicza? Czy naprawdę byłby w stanie to zrobić? Czy naprawdę był aż tak bardzo zdesperowany i zrozpaczony? Czy naprawdę chciał właśnie odebrać sobie życie? Śmierć Levi'a była najgorszą chwilą w jego życiu, ale myśl, że mógłby być ojcem gromadki dzieci, o których nie miał nawet bladego pojęcia, przeważała wszystko.

Oczywiście pojawiała się tam myśl. Próbował ją ignorować, starał się nawet zająć czymś innym, aby tylko znów nie dopuścić do siebie tego okropnego uczucia bezsilności, gdy ciemnowłosy mężczyzna wyznał mu, iż jego narzeczony, jego ukochany, jego najlepszy przyjaciel, był w ciąży... Pokręcił przecząco głową, nie wierząc własnym myślą. Nie chciał przyjąć tego do świadomości. Nie chciał żyć z nadzieją, że może któregoś dnia, kiedy wróci zmęczony z pracy, biegające po domu dzieci, zaczną mówić do niego tato. Nie chciał, by tak się stało, ale co takiego miał zrobić, jeśli to wszystko miałoby się okazać prawdą? Jeśli Levi naprawdę był w ciąży? Jeśli urodził i zostawił dzieci pod opiekę Kennego? A może Levi wcale tych dzieci nie urodził? A może zostały pogrzebane razem z nim? A może starszy z Ackermannów je gdzieś porzucił, aby już więcej mu nie zawadzały? Aby nikt się o nich nie dowiedział.

Westchnął zrezygnowany. Pochylił się nad umywalką. Woda go otrzeźwiła, ale kłębiące się w jego głowie myśli nadal pozostały. We fragmencie wybitego lustra zobaczył swoje odbicie. Fioletowe wory pod oczami były teraz wyraźniejsze. Zapadnięte i szorstkie w dotyku policzki nie podkreślały już tych wyrazistych kości twarzy, które odkąd pamiętał, zawsze były atutem. Mężczyzna po drugiej stronie lustra, w niczym, już nie przypominał tego samego Erena Jeager'a, którym był jeszcze kilka miesięcy temu. Nie był już duszą towarzystwa. Nie był już młodym i dobrze szanowanym policjantem z wiecznym uśmiechem na twarzy, o zazwyczaj szczerym i pełnym radości spojrzeniu. Tamten Eren, żył chwilą. Nie myślał o przyszłości, bo miał wszystko, czego potrzebował. Nic nie przysparzało mu zmartwień. Nic, z czym nie mógłby się zmierzyć i pokonać. A teraz był wrakiem człowieka. Teraz się martwił. Bał się. I to bardzo.

Teraz nie był w stanie dłużej na siebie patrzeć. Czekoladowe kosmyki włosów, opadły na jego lekko opuchnięte od płaczu powieki. Policzki pokrywał teraz kilkudniowy zarost, wargi były spierzchnięte i popękane w wielu miejscach, ale najgorsze były oczy. Ich zieleń... Zadrżał, wpatrując się w puste, pełne bólu i smutku oczy, które ponownie utwierdzały go w przekonaniu, że po raz kolejny traci nad sobą kontrolę. Nie mógł już dłużej wytrzymać. Nie potrafił znieść tej, powiększającej się w jego sercu, pustki. Nie był w stanie... Zaklął pod nosem w momencie, gdy usłyszał ciche pukanie do drzwi.

Przestraszony nagłą wizytą, szybko odwrócił się w stronę wyjścia, próbując za wszelką ceną ukryć pierwsze objawy pogłębiającej się depresji. Po chwili jednak zdecydował się, uchylić lekko drewniane drzwi, by sprawdzić, czy niezapowiedziany gość odszedł na bezpieczną odległość. Wysunął się lekko przez szparę i uśmiechnął się sztucznie do stojącego niedaleko niego jasnowłosego mężczyzny, który uniósł wysoko brew, lekko zdziwiony jego zachowaniem.

- Wszystko w porządku? - zapytał Erwin, uważnie mu się przyglądając.

- Tak, tak - odparł tamten, zamykając szybko drewniane drzwi.- Więc... co cię do mnie sprowadza?

- Przyszedłem zobaczyć, jak się czujesz - oznajmił, rozglądając się po pokoju.- Wiem, że śmierć Levi'a, jest dla ciebie dość...

- Erwin, w porządku, rozumiem - wtrącił, spuszczając wzrok.- Wiem, że chcesz mi z tym wszystkim pomóc, ale...

Urwał, wbijając swój wzrok we włączony telewizor, na którym wyświetlały się teraz poranne wiadomości. Chwycił szybko za pilot, leżący na drewnianym, niskim stole i pogłośnił urządzenie, tym samym po chwili, zakrywając usta, z przerażenia, kiedy wsłuchiwał się w głos reportera, udzielającego wywiadu.

- "Nowojorska policja prowadzi śledztwo w sprawie noworodków, znalezionych w opuszczonym hangarze, nad brzegiem rzeki Hudson. Ciała, które zostały owinięte w dresową bluzę i foliowy worek, znalazła dziś rano, młoda kobieta. O szokującym znalezisku, natychmiast poinformowała policję. Jak informuje komendant policji: Mike Zacharias, trwają poszukiwania matki, porzuconych noworodków..."

- Erwin - głos Erena drżał. Zacisnął zęby, z trudem powstrzymując się przed nagłym płaczem. To nie mogła być prawda.

Zamarł. Wszystko, nad czym się tak zastanawiał, odeszło na drugi plan. Jeśli Kenny... Nie. To niemożliwe. Przecież on nie mógłby... Ackermann nie byłby w stanie zabić swoich podopiecznych. Był na to zbyt inteligentny, aby porzucić martwe dzieci w takim miejscu, chyba że nie zdawał sobie z tego sprawy... On po prostu nie mógł...

Eren czuł się dziwnie. Pustkę wypełniała rozpacz, desperacja, ale także nadzieja, że to, o czym myślał, nie było prawdą. Pochylił głowę, opanował niespodziewany przypływ żalu, słone łzy spływały po policzkach. Żałował. Żałował, że nie było go wtedy przy Levi'u. Żałował, że nie miał okazji się z nim pożegnać. Ale najbardziej żałował tego, że nie potrafił go uratować. Na samo wspomnienie o nim, o porzuconych noworodkach zacisnął mocno pięść. Tylko tyle mógł zrobić...

Eren po raz pierwszy od dawna miał ochotę wydzierać się wniebogłosy. Miał ochotę zerwać z siebie wszystko, rozdrapać swoją skórę do krwi. Chciał się zemścić. Jego ciało znów zaczęło się trząść. Tym razem, jednak już nie ze strachu, czy bólu, teraz drżało, bo czuł w sobie chęć mordu. Chciał znaleźć Kennego, chciał pozbawić go życia. Łzy przestały lecieć, w jego ciele narastała furia, ledwo tłumiona. Zemści się, pomści ich wszystkich. Jeśli tylko się stąd ruszy, Ackermann będzie martwy.
Ciszę unoszącą się między nimi, przerwał cichy szept, wydobywając się z ust Erena. Jasnowłosy mężczyzna ze zdumieniem wpatrywał się w chłopaka, który teraz stał wyprostowany, ściskając w dłoni niewielki pilot od telewizora. Erwin musiał przyznać, że jego wzrok nawet go przerażał, niemniej jednak właśnie to spowodowało, że gdzieś tam głęboko w swojej w duszy, nie poczuł nic - ani złości, ani smutku, ani nostalgii. Mógł równie dobrze, wyjść z Erenem i się zemścić, ale nie widział sensu, ponieważ doskonale wiedział, że to, co mówił reporter w telewizji, było zwykłym zbiegiem okoliczności. Przypadkiem. Ale czy właśnie nie ten nagły przypadek sprawił, że wpatrywał się w swój telefon z uśmiechem na twarzy? Czy to nie był wystarczający powód, aby uwierzyć w słowa Kennego? Czy zdjęcie całych i zdrowych bliźniaków, które przed chwilą dostał, od nieznanego numeru było, aż takim ważnym punktem kulminacyjnym w tej całej sprawie, że natychmiast usunął tę wiadomość? Czy detektyw Erwin Smith, przypadkiem, tym samym nie zdradził swoich przyjaciół?

wtorek, 11 lipca 2017

Rozdział Drugi

~ Alchemiczna pieszczota języka ~

Eren skierował swoje kroki do starego, kamiennego budynku. Kawiarnia Le Pain Quotidien przyciągała do siebie klientów niepowtarzalnym klimatem i doskonałym jedzeniem. Potrawy tam podawane, zawsze były przyrządzone od podstaw w oparciu o naturalne i świeże produkty, które od lat zaspokajały podniebienia ich gości. Doskonałym zakończeniem posiłku, był oczywiście deser. Szeroki wybór ciast, były wykonywane według tradycyjnych receptur, deserów lodowych i sezonowych owoców, które potrafiły zadowolić każdego smakosza słodyczy. Przynajmniej tak, głosiła strona internetowa, gdy zdenerwowany i przerażony zarazem, spotkaniem, Eren, próbował zastąpić czymś swoje skołatane nerwy. 

W kawiarni rozległ się cichy dzwonek, oznajmiający iż do środka wszedł nowy klient. Śmiechy i krzyki na chwilę zamilkły, gdyż każdy wpatrywał się w nowych przybyszy, jednakże po chwili goście, wrócili do swoich dotychczasowych zajęć. Widocznie stracili całkowicie zainteresowanie nowymi towarzyszami, chociaż większa część osób, co chwilę jednak zerkała w ich stronę.
Brązowowłosy chłopak uważnie rozglądał się po pomieszczeniu, próbując wzrokiem odnaleźć znajomą twarz, i gdy w końcu mu się to udało, zacisnął dłoń w pięść, wbijając sobie tym samym paznokcie w szorstką skórę. Od razu skierował swoje kroki  w stronę ciemnowłosego mężczyzny, który wpatrywał się w przechodzących, za oknem, ludzi. Nie czekając dłużej, natychmiast zajął miejsce naprzeciwko szarookiego, tym samym, przerywając panującą między nimi ciszę:

- Więc... - urwał Eren, natychmiast uciekając swoim wzrokiem, by ciemnowłosy mężczyzna nie mógł, dostrzec przerażenia malującego się na jego twarzy.- O czym chciałeś ze mną porozmawiać?

- Nikt nie nauczył cię kultury, szczeniaku? - zapytał, odkładając na drewniany stół swój, jak zawsze skórzany kapelusz.- Nie jestem twoim pieprzonym kolegą, więc zwracaj się do mnie z szacunkiem.

- P-przepraszam... - wyjąkał, chowając blade, jak śnieg dłonie, pod niewielkim stolikiem.

- Nie rozumiem, co w tobie widział Levi - westchnął szarooki, biorąc dość spory łyk ciepłej kawy.- Jesteś gorszy, niż zasrane dziecko.

- Ackermann - tym razem głos zabrał Erwin, który ani przez chwilę nie spuszczał z niego swojego chłodnego wzroku.- Po prostu powiedz czego chcesz i sobie już idź. Niektórzy tutaj ciężko przeżywają śmierć Levi'a.

- Smith - odparł tamten, wykrzywiając swoje usta w niewielkim grymasie.- Jebany, detektyw Erwin Smith. Kolejny szczeniak, przez którego mój siostrzeniec stracił życie. Powiedz Smith, fajnie się go ruchało?

- Wiesz, że za obrażanie funkcjonariusza na służbie możesz iść siedzieć? - spytał jasnowłosy, lekko pochylając się w jego stronę.- Jeśli zaraz nie powiesz, nam czego tak naprawdę chcesz od Erena, to zapewniam cię, że w więzieniu spędzisz kilka dobrych lat, więc, jak będzie, Ackermann?

- Pff, gówniarze... - westchnął, przewracając jednocześnie oczami.- Przyszedłem po alimenty.

Jeager spojrzał na niego zdziwiony i przerażony zarazem. Nie wiedział o czym mówił ciemnowłosy mężczyzna, za to ton głosu w jakim to wszystko wymówił zapewnił go, że nie jest to również coś co mówi się od tak. Promieniowała z niego taka pewność siebie, że Eren poruszył się niespokojnie na krześle i szybko odwrócił swój wzrok. Chłopak rozpoznał w jego twarzy coś jeszcze innego - w zacięciu warg i zdecydowanym uniesieniu podbródka, wyglądał dokładnie, tak jakby gotowy był podjąć każde, najtrudniejsze na świecie, wyzwanie. Zielonooki chłopak dobrze znał tą minę i postawę. Widział ją za każdym razem, gdy budził się u boku Levi'a.

- Alimenty? - ciszę, panującą między nimi, przerwał Eren, który już po raz drugi tego dnia, odważył się odezwać jako pierwszy. Miał jednak nadzieję, na to, że nie zostanie przez to zbesztany.- Jakie alimenty?

- Och, nie udawaj szczeniaku, że nie wiesz o co chodzi - powiedział mężczyzna, biorąc do ręki kubek z kawą.- Zrobiłeś mojemu siostrzeńcowi, pieprzone bachory. Wiedziałem, że będą z tobą same problemy, ale nie spodziewałem się, że...

- Levi był w ciąży? - spytał Eren, tępo wpatrując się w drewniany stolik. Nie chciał w to wierzyć. Nie chciał przyjąć tego do świadomości. Nie chciał żyć z nadzieją, że dzieci, które miały należeć nie tylko do niego, ale również i do Levi'a, mogłyby wypełnić pustkę w jego sercu.

- Jak cię do kurwy nędzy, rodzice wychowali, co? - warknął Kenny, uderzając dłonią w stół.
Eren podskoczył z przerażania, czując na sobie, złowrogie spojrzenie ciemnowłosego mężczyzny, który teraz, ani przez chwilę nie zamierzał odwrócić od niego swojego wzroku. Miał dość, tego że taki młody i niedoświadczony szczeniak, robił co chciał. Kenny nigdy nie potrafił zrozumieć, dlaczego jego siostrzeniec zawsze kręcił się w towarzystwie nic nie wartych gówniarzy, którzy tylko martwili się o siebie, a nie o innych.

- Dość tego, Ackermann! - krzyknął Erwin, podnosząc się z krzesła, na tyle mocno, że siedząca za nimi kobieta, odwróciła się w ich stronę ze złością wypisaną na twarzy.

Skołowany szatyn nie wiedział, co zrobić w takim momencie, więc siedział tylko, przyglądając się scenie, która była niczym przedstawienie w bardzo kiepskim teatrze. Widział, jak Erwin, mówi coś do starszego od siebie mężczyzny, ale słowa te nie docierały do jego uszu. Był myślami gdzieś indziej, gdzieś, gdzie próbował, uspokoić skołatane nerwy. Eren miał wrażenie, że prowadził z Ackermannem jakaś chorą grę, do której zasad i instrukcji niestety nie miał. Właśnie tak. Czuł to, czuł wewnątrz siebie, że wujek Levi'a chce go sprowokować celowo, że każde z tych słów nie było wypowiedziane przypadkowo. Kenny chciał go po prostu zniszczyć psychicznie, i szczerze mówiąc udało mu się to.

- Chodź Eren, wracajmy już do domu - z rozmyśleń wyrwał go cichy i spokojny zarazem głos Armina, który teraz wciskał do jego bladych dłoni, ciepłą zimową kurtkę.

Chłopak niechętnie wstał z drewnianego krzesła. Nie miał ochoty wracać do domu, zwłaszcza wtedy, gdy siedzący przed nim mężczyzna, wyznał mu, iż prawdopodobnie jest ojcem, gromadki dzieci, o których nawet nie miał bladego pojęcia. Jednak świadomość, że nie wszystko to co mówił Kenny było prawdą, sprawiło, że ruszył powoli za Arminem, wciąż będąc pogrążonym w swoich myślach.
Eren od dłuższego czasu wcale nie czuł się szczęśliwy. Budził się z poczuciem, że wolałby w ogóle nie wstawać z łóżka. Jadł czując, że nie jest mu to potrzebne do szczęścia. Jego życie już od dawna było przepełnione przerażającą pustką, która coraz bardziej się we znaki. Teraz przynajmniej wiedział dlaczego.

Dziwne ciepło w boku, sprawiło, że chłopak niechętnie podniósł swój wzrok na idącego tuż obok niego Armina, który teraz sprawnie prowadził go do zaparkowanego po drugiej stronie, samochodu. Przymknął powieki. Wcale nie chciał wracać. Miał wrażenie że jego mieszkanie, było teraz zupełnie obcym miejscem, niczym samotna sala izolatki. Nawet jego własny pokój, nie był już taki sam, jak kiedyś. Wystarczyło, że zabrakło Levi'a i Eren już czuł, że to nie jest jego miejsce. Czuł się tak, jakby właśnie trafił do zupełnie innego wymiaru, gdzie całkowicie nie potrafił się odnaleźć. Mimo to pozwolił Arminowi, by zawiózł go do domu.

- Nad czym tak myślisz? - pytanie przyjaciela go zaskoczyło. Znaczący uśmiech jasnowłosego chłopaka, sprawił, że słowa zaprzeczenia zamarły mu na ustach. Zamiast tego wzruszył ramionami i cicho odparł:

- Zastanawiam się nad tym, czy to mogłaby, być prawda - rzucił, odwracając swój wzrok od swoich dłoni, by w następnej chwili, spojrzeć na mijające za oknem, budynki.

- No tak - powiedział Armin, zatrzymując się na czerwonych światłach.- Mogłem się tego spodziewać.

- Myślisz, że Kenny mówił prawdę? - spytał od niechcenia. Sam już nie wiedział, co o tym wszystkim miał myśleć.

- Sprawy nie zawsze układają się tak, jak byśmy tego chcieli, Eren - stwierdził, odwracając głowę w jego stronę.- Z resztą, wspominałeś coś o jakiś filmach, prawda?

Eren niechętnie kiwnął głową. Jego serce nagle zatrzepotało szybciej, niż na ogól mu się to zdarzało. Czuł, że coś się z nim ostatnio działo, ale próbował nie zwracać na to uwagi, zwłaszcza wtedy, gdy przebywał w towarzystwie Armina. Wziął głęboki wdech, chcąc powstrzymać nagłe zawroty głowy, lecz natychmiast się rozmyślił, widząc, jak samochód zmierzał w stronę wieżowca, w którym mieszkał.

I właśnie w tej chwili powróciły lodowate wspomnienia. Eren doskonale pamiętał, poranki w których zastawał swojego ukochanego klęczącego nad muszlą klozetową. Pamiętał, jego dziwne zachcianki, kiedy próbował wytłumaczyć się tym, że ma zwyczajną ochotę na ogórka kiszonego z nutellą. Pamiętał, jak ciemnowłosy mężczyzna zatrzymywał się przy dziale dziecięcym, jak często przyglądał się szczęśliwym parą wraz z dzieckiem, kiedy przechodzili obok nich. Pamiętał wszystko, mimo to nadal nie potrafił w to uwierzyć.

Nie było minuty, w której Eren nie wspominałby chwili, gdy po raz pierwszy spojrzał swojemu narzeczonemu w oczy. Przeżył wtedy coś niezwykłego, doznanie, jakie go odmieniło, i wyglądało jak spoglądanie we wszechświat potężniejszy niż, nasz, ono też sprawiało, że powtarzał jego imię, jakby to była inkanacja. Alchemiczna pieszczota języka. Myśl o nim powodował, że przez jego żyły przepływała energia pochodząca z samego sedna jego istoty, jakby jej źródłem były pierwotne żywioły fizycznego świata, zwłaszcza ogień.

Kiedy otępiały z rozpaczy, wchodził po marmurowych spodach na drugie piętro, czyjaś ręka złapała go za nadgarstek, uniemożliwiając mu na dalsze ruchy. Warknął gniewnie, odwracając się i napotykając szare oczy, swojej niegdyś najlepszej przyjaciółki, która teraz wpatrywała się w niego z rozczarowaniem. Poczuł dziwny uścisk w sercu, ale wyrwał z jej uścisku dłoń i ponownie ruszył przed siebie, słysząc za sobą zrezygnowane westchnięcie. 

- Eren - odezwała się po chwili, widząc jak chłopak z trudem próbował otworzyć zamknięte na klucz, drewniane drzwi.- Proszę, porozmawiajmy.

- Nie mamy o czym rozmawiać, Mikaso - odparł chłodno, przeklinając cicho, w momencie gdy pęk kluczy wypadł mu z ręki.- Po prostu zostaw mnie w spokoju.

- Eren... - tym razem głos zabrał Armin, który natychmiast przerwał swoją wypowiedz, słysząc za sobą ciche parsknięcie. 

- On ma rację - cichy, aczkolwiek rozkazujący ton głosu, sprawił, że cała trójka zamarła, wpatrując się z zaskoczeniem w jasnowłosego mężczyznę, który stał w niewielkiej od nich odległości.

Jasne włosy odstawały mu teraz na wszystkie strony, a niebieskie oczy patrzyły na nich złowrogo, zupełnie tak, jakby chciał przekazać im, by nikt nie ośmielił się go dalej prowokować. Eren doszedł do wniosku, że Smith, opierający się o ścianę, nie zachowywał się tak, jakby kilka minut temu wcale nie rozmawiał z Kennym Ackermannem. Na dnie jego oczu, brązowowłosy chłopak, dostrzegł znajomy błysk, który starał się ukryć, gdy rzucał swoje nerwowe spojrzenie na otaczających go przyjaciół. Czyżby Erwin, wpadł na jaką poszlakę?

- Erwin - rzuciła zaskoczona Mikasa, nie wiedząc jak zareagować. 

- Zostaw go w spokoju -odparł mężczyzna, otwierając drzwi do mieszkania zielonookiego młodzieńca.

Eren odetchnął z ulgą, w momencie, gdy dziewczyna zniknęła za rogiem. Zrezygnowany pokręcił po chwili głową, wiedząc już, że i ta noc będzie należała do nieprzespanej, zwłaszcza wtedy, kiedy Erwin usiadł na miękkiej skórzanej kanapie, czekając aż właściciel mieszkania wraz z Arminem, postanowią wysłuchać go do samego końca.

wtorek, 4 lipca 2017

Rozdział Pierwszy

~ Bukiet czerwonych tulipanów... ~ 

"- Levi - głos chłopaka drżał. Z trudem łapał powietrze, wpatrując się, w powoli znikającą w wykopanym dole, czarną trumnę, która już na zawsze miała skrywać szczupłe, umięśnione i kruche zarazem ciało ciemnowłosego mężczyzny. Czuł napływające do jego oczu łzy, które i tak znaczyły już na jego, lekko czerwonych od chłodnego wiatru, policzkach, mokre ślady. Opuścił głowę, zdając sobie sprawę z tego, iż już nigdy więcej, nie usłyszy jego wiecznie lekko zachrypniętego głosu. Nie poczuje jego ciepłego oddechu na swoimi karku, nie zaśnie w jego ramionach, nie zobaczy jego uśmiechu...

Podskoczył z przerażenia, czując na swoim ramieniu, ciężką i delikatną zarazem dłoń jasnowłosego mężczyzny, który tak samo jak on, ułożył obok palących się zniczy, niewielką wiązankę białej gerbery pomieszanej z kilkoma pojedynczymi kwiatami rumianku. Eren nigdy nie interesował się roślinami, a mimo to wiedział, że bukiet ten oznaczał hołd i szczere oddanie, które Erwin najwidoczniej próbował okazać, zmarłemu kilka dni temu, kobaltowookiemu mężczyźnie.

Westchnął ciężko, wsłuchując się w cichy szept, stojących nieopodal niego, kobiet, które teraz po skończonej już mszy, zawzięcie dyskutowały na temat, według niego zbyt wrażliwy. Nie chciał wierzyć w ciche pogłoski, które nie tylko sprawiały mu przykrość, ale również hańbiły zapadniętego w wieczny sen chłopaka. Nie chciał z nikim o tym rozmawiać, ale z drugiej strony nie potrafił pogodzić się z myślą, że Levi mógłby być aż tak nieodpowiedzialny. Przymknął oczy, powoli wypuszczając z płuc powietrze. Czuł powiększającą się w jego sercu pustkę. Nie potrafił kontrolować już nad swoim ciałem. Strach i panika wdarły się do jego umysłu i nie pozwalały mu na przemyślenie tego wszystkiego. Z trudem powstrzymał łzy, kiedy pierwsza łopata z ziemią, ciężko opadła, nad znajdującą się już w dole, trumną. Tęsknił. Już za nim tęsknił..."

- Eren! - zaniepokojony głos Armina, wyrwał go z transu, powodując tym samym, że siedzący na miękkim, szarym dywanie chłopak, poruszył się niespokojnie. Niepewnie podniósł swój wzrok na jasnowłosych mężczyzn, przełykając tym samym głośno ślinę. Nie wiedział od czego miałby zacząć.

- Eren, wszystko w porządku? - tym razem głos, zabrał Erwin, który ani przez chwilę nie spuścił z niego swojego czujnego i zaniepokojonego zarazem spojrzenia. Wiedział, że śmierć Levi'a była dla niego dość trudnym przeżyciem, mimo to nie spodziewał się, że będzie z nim aż tak źle.
Siedzący na dywanie chłopak, wyglądał naprawdę mizernie. Fioletowe wory pod oczami były teraz wyraźniejsze. Zapadnięte i pokryte kilkudniowym zarostem policzki, nie podkreślały już tych wyrazistych kości policzkowych, które odkąd pamiętał zawsze były jego atutem.

Mężczyzna po drugiej stronie, niewielkiego drewnianego do kawy, stolika, niczym nie przypominał już tego dwudziestojednoletniego chłopaka, który pomimo swojej buntowniczej postawy był naprawdę dobrym i kochającym zarazem przyjacielem. A teraz... Wydawał się być kimś zupełnie obcym, jakby część jego duszy, umarła wraz z Levi'em.

- Tak, tak wszystko w porządku - w końcu po dłuższej chwili, głos zabrał Eren, który pomimo swojego wyglądu i tak, już wystarczająco zwrócił na siebie uwagę, przybyłych, kilka minut temu, gości. Zacisnął blade dłonie w pięść, wciąż zastanawiając się nad tym, od czego właściwie powinien zacząć. Czy miał powiedzieć im o filmach, nakręconych przez Levi'a? A może powinien zostawić to dla siebie? Czy wtedy wciąż byłby uważany za dobrego przyjaciela?

- Więc... - urwał jasnowłosy mężczyzna, po raz kolejny, wyrywając Erena ze swoich rozmyśleń. Podniósł swój zmęczony od płaczu wzrok i utkwił go, w unoszącą się nad kubkami, powoli znikającą parę.- O czym chciałeś z nami porozmawiać?

Brązowowłosy zmarszczył brwi, zastanawiając się nad, zadanym przez przyjaciela, pytaniem. Chciał z nimi o czymś porozmawiać?

- Mówiłeś, że masz jakiś problem - sprostował Erwin, zauważając lekką panikę wymalowaną na twarzy chłopaka. Nie wiedział czym było to spowodowane, niemniej jednak nie zamierzał, o to wypytywać, i tak wykończonego już psychicznie, chłopaka.

- Ah tak -przyznał Eren, podnosząc się zgrabnie z podłogi. Podszedł do małej drewnianej szafki i wyciągnął z stamtąd niewielką kamerę, którą po chwili podał Arminowi.- Levi nagrał dla mnie kilka filmów... pomyślałem, że warto byście o tym wiedzieli... po za tym, Kenny chce się ze mną jutro spotkać, więc...

Po tych słowach, pomiędzy nimi zapadła cisza. Eren nie sądził, że mężczyźni od razu coś powiedzą, niemniej jednak myślał, że owe milczenie będzie trwać krócej. Tymczasem na twarzy Erwina można było dostrzec nie tylko zdziwienie, ale również to, że nie wiedział co powiedzieć. Po jego brwiach, które marszczyły się co parę sekund, chłopak mógł się jedynie domyślić, iż starał to sobie jakoś poukładać w głowie. Nic dziwnego, w końcu to nie była informacja, którą można było przyjąć lekko.

- Kenny Ackermann chce się z tobą spotkać? - spytał Armin, kręcąc niedowierzająco głową.- Przecież nawet nie było go na pogrzebie...

Znów zapadła niezręczna cisza. Jasnowłosy chłopak pośpiesznie spuścił wzrok. Zażenowanie było nieodłączną częścią tej wypowiedzi. Niemniej ku jego zaskoczeniu nie miał większych oporów, by wyznać prawdę. Owszem, czuł się zestresowany i podle mówiąc, takie rzeczy, załamanemu chłopakowi, ale nie tak mocno jak przypuszczał. Prawdę powiedziawszy, jedynie co go teraz zaczęło niepokoić, to ta trwająca pomiędzy nimi, cisza. Nie chciał, bowiem by trwała ona w nieskończoność, dlatego więc postanowił, że znów odezwie się jako pierwszy.

- Przepraszam, Eren - powiedział, wbijając swój wzrok w swoje dłonie, po chwili szybko dodając.- Nie to miałem na myśli, chodziło mi po prostu o to, że...

- Armin ma rację - rzucił po chwili Erwin, podrywając się nagle z kanapy, by dokładnie chwilę później podejść do zasłoniętego, ciemnymi zasłonami, okna.

- Mam rację? - zdziwił się, podnosząc zaskoczony głowę do góry.

Erwin poruszył się niespokojnie, spoglądając na dość ruchliwą drogę. Był przygotowany na pytanie dlaczego? Odpowiedziałby wówczas, że to dość dziwne, zwłaszcza że Kenny Ackermann nie należał do osób, które przejmują się swoją rodziną, jednakże słowo to nie padło z ust Armina. Zamiast tego, odwrócił się w jego stronę, z wyraźnym zainteresowaniem.

- To znaczy... - urwał jasnowłosy chłopak, zastanawiając się nad swoją dalszą wypowiedzią. Nie wiedział jak ma się zachować, zwłaszcza wtedy, gdy siedzący na dywanie Eren, spoglądał w jego stronę z nieobecnym spojrzeniem. Mógł zatem tylko usłyszeć jego gburowatą odpowiedź, która sprawiła, że stojący przy oknie Erwin, przyjrzał mu się ze strachem w oczach.

- Nie musisz się tłumaczyć Armin - powiedział brązowowłosy mężczyzna, biorąc do ręki czarną, niewielką kamerę.- Wiem, że Kenny nie jest najlepszym opiekunem prawnym, ale skąd wiesz? Może się właśnie zmienił? Może chce odpokutować za to wszystko, co wyrządził, kiedyś Levi'owi?

- Eren -westchnął ciężko niebieskooki mężczyzna, podchodząc powoli w jego stronę. Wiedział już, że Jeager, nie chciał prowadzić z nimi dalej tej rozmowy. Ba! Był o tym święcie przekonany, jednak fakt ten, ani trochę go nie zmartwił. Wręcz przeciwnie. Ucieszył się na samą myśl o tym, że w końcu będzie mógł z nim porozmawiać szczerze, że będzie mógł wyrzucić z siebie te wszystkie, skrywane dotychczas, przemyślenia i uwagi, których przybyło odkąd miał zostać ich świadkiem, dlatego też odpowiedział zgodnie z tym co czuł.- Ludzie tak szybko się nie zmieniają, Eren. Coś mi tutaj w tym wszystkim śmierdzi, i jako detektyw zamierzam się tego dowiedzieć.

- Będziesz bawił się w Sherlocka Holmesa? - zapytał z drwiną w głosie, podnosząc na niego swoje posmutniałe i zmęczone spojrzenie.

- Nie musisz brać w tym udziału - zauważył Erwin, wsadzając dłonie do kieszeni spodni.- Ja z Arminem wszystkim się zajmiemy.

Brązowowłosy spojrzał na niego zdziwiony. Nie wiedział o czym mówił, za to ton głosu w jakim to wszystko wymówił zapewniło go, że nie jest to również coś, co mówi się od tak. Jego pewne spojrzenie i zdecydowanie na twarzy, utwierdzały go w tym, że jest poważny, dlatego kiedy zbliżył swą twarz ku niemu, odniósł wrażenie iż mężczyzna nie zatrzyma się dopóki nie pozna prawdy.
Westchnął zrezygnowany, spuszczając głowę. Nienawidził swojej bezradności. Nienawidził samego siebie za to, że był taki słaby, że nie był w stanie nad sobą zapanować. Zacisnął swoje dłonie na kamerze, modląc się w duchu, by jutrzejsza rozmowa z Kennym potoczyła się w zupełnie innym kierunku.

- Pójdziecie ze mną jutro na to spotkanie? - zapytał z nadzieją w głosie, wciąż wpatrując się w niewielkie urządzenie, trzymane w bladych, niemal tak bladych, jak śnieg, dłoniach.

- Tak pójdziemy - odezwał się Armin, zabierając swoją kurtkę z kanapy.- A teraz idź trochę odpocznij. Wyglądasz niewyraźnie.

- Dziękuję! -rzucił pośpiesznie, słysząc, jak zamykając się za nimi drewniane drzwi.

Wziął głęboki oddech, przymykając tym samym swoje zmęczone już oczy. Ten jeden niewielki gest pozwalał mu na to, by cały obraz okrutnej rzeczywistości w jednej chwili znikał sprzed jego oczu, by chwilę później mógł wreszcie ujrzeć twarz swojego ukochanego. Wiedział, że to była tylko jego wyobraźnia, ale nie mógł się powstrzymać. Chciał zobaczyć Levi'a całego i zdrowego, gdy oboje wyznają sobie miłość na ślubnym kobiercu, jak silne ramiona ciemnowłosego mężczyzny szczelnie zamykają go w uścisku, zupełnie tak, jakby martwił się, iż zaraz zamarznie, że rozpłynie się w powietrzu i zostawi go samego.

Wzdrygnął się, widząc jego dołeczki. Miał śliczny uśmiech. Zwłaszcza ten, który sprawiał, że jego serce biło dwa razy szybciej. Widział, że Levi, coś do niego mówił, ale słowa nie dobiegały do jego uszu. Wpatrywał się w niego, zupełnie tak, jakby był jakimś obrazem, jakby był modelem, który prezentował właśnie najnowszą kolekcję słynnego projektanta mody, jakby był czymś niezwykłym, niespotykanym. Coraz bardziej zagłębiał się w jego kobaltowych, niczym bezchmurna noc, oczach. Nic się teraz nie liczyło. Był tylko on i ich mały świat, który z wiekiem czasu znacznie się zmniejszył.

Pragnął dotknąć jego pełnych, lekko różanych warg. Pragnął wsunął dłoń w jego ciemne, jak węgiel, włosy. Pragnął znaleźć się w jego silnych ramionach... Tak bardzo znów tego chciał. Tęsknił za nim. Śnił o nim każdej nocy. Czasami z tego powodu płakał. Wielokrotnie zadawał sobie to pytanie. Wielokrotnie próbował zignorować to uczucie. Levi pojawił się w jego życiu tak nagle... i równie szybko mógł się z nim pożegnać.

Kochał go. Kochał go, jak diabli. Kochał go, jak powietrze. Bo tym właśnie dla niego był. Powietrzem - choć powinien rzec - tlenem. Oddał mu swoje serce. Choć minęło tyle czasu, wciąż miewa te koszmary. Co noc wraca do niego ta chwila. Nie pozwala mu zapomnieć, choć wielokrotnie sobie wmawiał, że z czasem, sobie z tym poradzi, że obrazy wyblakną: ale on nie chciał zapomnieć. Nie chciał zapomnieć o miłości, jaką obdarzył tego wspaniałego, wiecznie obojętnego mężczyzny, ponieważ wiedział, że go kocha. Nigdy w niego nie zwątpił. Nawet, kiedy go odtrącał. Nawet, kiedy robił głupstwa. Bo to właśnie on, był przy nim tak długo, jak długo los mu na to pozwolił...

" - Eren - głos Erwina wyrwał go z transu, powodując tym samym, że brązowowłosy chłopak podskoczył gwałtownie do góry z przerażenia. Pośpiesznie spojrzał na odwróconego już mężczyzny, który nawet przez chwilę nie zaszczycił go swoim pełnym cierpienia wzrokiem.- Chodźmy już.
Eren pośpiesznie pokiwał głową, odpowiadając cicho pod nosem.

- Zaraz cię dogonię - rzucił, ponownie odwracając się w stronę pokrytego już ziemią grobu.

Stary cmentarz, pełnych zabytkowych i wspaniałych pomników znajdował się na terenie należącym do pobliskiego kościoła. Eren chodził do niego, kiedy był mały. Pamiętał późniejsze wypady z rodzicami do małej kawiarni, gdzie teraz stała tam kaplica, niewielka, ale piękna. Witrażowe okna i wysoka wieża rzucały na połać cmentarzyska ciemniejszy cień. Pomniki nagrobne, rzeźby aniołów i krzyże były milczącymi świadkami, kiedy szczupłe palce pozostawiły na ziemi skromny bukiet czerwonych tulipanów*..."
____________________________________________

*Czerwone tulipany w znaczeniu kwiatów oznaczają jedyną, prawdziwą miłość, o której wspomina dobrze znana wszystkim w Turcji, legenda opowiadająca o miłości księcia Farhada i przepięknej dziewczyny o imieniu Shirin. Kiedy książę dowiaduje się o tym, iż jego ukochana została zamordowana, dochodzi do wniosku, że nie chce już więcej żyć, więc przepełniony żalem w sercu, galopuje nad urwiskiem i zabija się, a z każdej jego kropli krwi, wyrasta piękny czerwony tulipan. Dlatego więc, czerwone tulipany oznaczają jedyną, prawdziwą i doskonałą miłość.

wtorek, 27 czerwca 2017

Prolog


Tytuł: Forever Yours
 
Autor: AKAD1781 & Diana Moore Andersenn 

Opis:  

"- Hej Eren -głos ciemnowłosego chłopaka, rozszedł się cicho po pustym mieszkaniu, stopniowo docierając, do małej śnieżnobiałej kuchni. Siedzący przy drewnianym stole, Eren, podskoczył gwałtownie na plastikowym krześle, w momencie, gdy usłyszał swoje imię.

- Hange? -rzucił zdezorientowany, marszcząc przy tym swoje ciemne brwi, kiedy odpowiedziała mu cisza. Pokręcił przecząco głową, będąc święcie przekonanym, że usłyszał swoje imię. Odkąd wrócił z pogrzebu, miał wrażenie, iż jego umysł płata mu figle. Nie wiedział czym było to spowodowane, niemniej jednak nie zamierzał dłużej na to pozwalać. Musiał wziąć się w garść. Musiał znów zacząć żyć. Przynajmniej ON mógłby tego chcieć."

Książa zawiera śladowe ilości przekleństw, stosunków płciowych między mężczyznami, wysmarkanych chusteczek i wiecznie obojętnego spojrzenia, niskiego ciemnowłosego chłopaka. Wchodzisz na własną odpowiedzialność!

Książka należy do zbiorów Omegaverse, czyli Alfy/Beta/Omegi.
Postacie pochodzą z anime, a także mangi pod tym samym tytułem - Attack On Titan/ Shingeki no Kyojin.

Opowiadanie piszę wraz z moimi najlepszymi przyjaciółmi, więc, będę co tydzień udostępniała nowy rozdział. Mam nadzieję, że nasz pomysł wam się spodoba i postanowicie zostać z nami na trochę dłużej. A tymczasem, zapraszam na rozdział pilotowy.

________________________________________________

- Hej Eren -głos ciemnowłosego chłopaka, rozszedł się cicho po pustym mieszkaniu, stopniowo docierając, do małej śnieżnobiałej kuchni. Siedzący przy drewnianym stole, Eren, podskoczył gwałtownie na plastikowym krześle, w momencie, gdy usłyszał swoje imię.

- Hange? -rzucił zdezorientowany, marszcząc przy tym swoje ciemne brwi, kiedy odpowiedziała mu cisza. Pokręcił przecząco głową, będąc święcie przekonanym, że usłyszał swoje imię. Odkąd wrócił z pogrzebu, miał wrażenie, iż jego umysł płata mu figle. Nie wiedział czym było to spowodowane, niemniej jednak nie zamierzał dłużej na to pozwalać. Musiał wziąć się w garść. Musiał znów zacząć żyć. Przynajmniej ON mógłby tego chcieć.

- Kurwa, nie wiem od czego zacząć... - Eren z szybko bijącym sercem, poderwał się na równe nogi, rozglądając się po domu z przerażeniem wypisanym na twarzy. Nie wiedział do kogo należał ten głos, ale nie zamierzał dać żartownisiowi satysfakcji z jego żywej reakcji.

Pewnym siebie krokiem, podążył w stronę salonu, do miejsca, z którego wydobywały się te wszystkie dziwne i tajemnicze dźwięki. Zdziwiony, zatrzymał się w połowie drogi, tępo, wpatrując się w telewizor, na którym po raz kolejny pojawiła się twarz, lekko zaspanego, ciemnowłosego mężczyzny.

Z trudem przełknął ślinę, czując, jak do jego oczu napływają łzy. Przygryzł mocno swoją malinową wargę, nawet na chwilę, nie odrywając swojego wzroku od chłodnego i wiecznie obojętnego spojrzenia, kobaltowych oczu, które teraz wpatrywały się w pustą przestrzeń przed siebie. Eren zacisnął mocno swoje powieki, pozwalając tym samym, aby łzy rozpoczęły swoją wędrówkę po jego szorstkich w dotyku policzkach. Nie potrafił tego znieść. Mimo, iż wielokrotnie przekonywał się, że to tak naprawdę nie była jego wina, mimo iż codziennie odwiedzał jego grób, wciąż nie potrafił pogodzić się z jego śmiercią. Wciąż wmawiał sobie, że ciemnowłosy chłopak, zostawił go, tylko dlatego ponieważ musiał gdzieś pilnie wyjechać, że z dnia na dzień do niego wróci, jeśli tylko się zmieni. Jeśli znów będzie sobą...

- Jeśli oglądasz ten film, oznacza to, iż spotkało mnie coś złego... -ten sam głos, po raz kolejny, dotarł do jego uszu, powodując, że Eren otworzył swoje zielone oczy z niemałym zdziwieniem wypisanym na twarzy, powoli przenosząc swój wzrok, na obraz wyświetlany na telewizorze.- Ja pierdole, dlaczego to tak chujowo brzmi? Zapomnij, zacznę od nowa...

Eren dopiero po chwili, w której ciemnowłosy chłopak uderzył pięścią w drewniany stół, uświadomił sobie, iż wpatruje się w film, który najwidoczniej został nakręcony przez jego, zmarłego kilka dni temu, narzeczonego. Ponownie zagryzł wargę, z trudem powstrzymując, napływające do jego oczu, łzy. Tak bardzo za nim tęsknił. Tak bardzo chciał go znów poczuć, pocałować, przytulić...
Zdeterminowany wizją ponownego usłyszenia jego lekko zachrypniętego i opanowanego głosu, sięgnął po kamerę, stojącą przy telewizorze i z trzęsącymi się dłońmi, usiadł na szarym dywanie, tym samym, włączając film od nowa, tylko dlatego, by w następnej chwili podnieść głowę i uważnie przyjrzeć się obrazowi wyświetlanym na ekranie telewizora.


01/01/2017

- Hej Eren... - głos Levi'a rozbrzmiewał po salonie, cicho i spokojnie. Co jakiś czas, kobaltowooki mężczyzna, nerwowo poprawiał swoje ciemne kosmyki włosów, tylko dlatego, by chwilę później uderzyć w pięścią w drewniany stół.- Kurwa, nie wiem od czego zacząć...

Eren uśmiechnął się lekko pod nosem, wycierając rękawem swetra swoje mokre od łez policzki. Widok wyprowadzonego z równowagi Ackermanna był jego ulubionym obrazem, za każdym razem, gdy wstawał z łóżka późnym porankiem. Nie mógł oczywiście zapomnieć o wiązce przekleństw, które opuszczały te piękne, wiecznie spierzchnięte usta, ciemnowłosego chłopaka. Zielonooki wiedział, że dzieciństwo jego wybranka serca, wcale nie było najlepsze i miłe, jak innym mogłoby się wydawać, niemniej jednak właśnie to powodowało, iż Levi należał do osób, wyróżniających się z tłumu.

- Jeśli oglądasz ten film, oznacza to, iż spotkało mnie coś złego... -chwilowa przerwa w dalszej wypowiedzi kobaltowookiego mężczyzny wiązała się z tym, iż przetarł zmęczony swoją nieogoloną jeszcze twarzy. Mimo wiecznie podkrążonych oczu, teraz jego cera wydawała się być blada, zupełnie taka sama, jak biała kartka papieru, leżąca na drewnianym biurku.- Ja pierdole, dlaczego to tak chujowo brzmi? Zapomnij, zacznę od nowa...

Eren pochylił głowę, opanowując niespodziewany przypływ żalu. Jego ciało znów zaczęło się trząść. Tym razem, jednak już nie ze strachu, czy bólu, teraz drżało, bo czuł obezwładniający go smutek. Żałował, że nie miał okazji się z nim pożegnać. Żałował, że tego dnia postanowił, wrócić do pracy. Ale najbardziej żałował tego, że nie potrafił go uratować. Na samo wspomnienie, o jego pięknych kobaltowych oczu, które zniknęły pod białymi, niczym porcelanowymi powiekami, zacisnął mocno pięści. Tylko tyle mógł zrobić...

- Długo zastanawiałem się nad tym, co przekazać ci w tych wszystkich filmach, które postanowiłem, specjalnie dla Ciebie nagrać... -brązowowłosy chłopak podskoczył z przerażeniem, w momencie, gdy Levi poderwał się gwałtownie z plastikowego krzesła, tym samym, przewracając stojącą niedaleko niego kamerę. Eren przekrzywił lekko głowę w bok, skupiając swój wzrok na skrawku białej koszuli i ciemnych spodni, które teraz były wyświetlane na ekranie, niewielkiego telewizora stojącego nieopodal skórzanej kanapy. Uśmiechnął się pod nosem, widząc jak czarnowłosy mężczyzna ze zdenerwowania chodzi w tą i z powrotem, machając przy tym rękoma, zupełnie tak, jakby właśnie zamierzał wytłumaczyć mu jedno z najcięższych zadań z topologii*.- Pierdolę to. Nie wychodzi mi jasne? Tch... Po prostu zobacz następny film.

Eren po tym nagraniu, czuł się dziwnie. Pustkę bliskości, teraz wypełniała rozpacz, desperacja, ale także nadzieja, że, wszystko to co mówił ciemnowłosy chłopak, jest prawdą. Czy ten wiecznie obojętny na wszystko mężczyzna, naprawdę postanowił nagrać dla niego, kilka filmów? Czy przekazał w nich wszystkie swoje obawy, dotyczących ich wspólnego życia? 

Westchnął zrezygnowany, spoglądając na urządzenie trzymane w dłoniach. Był tylko jeden sposób, aby się przekonać, i Eren zamierzał właśnie z niego skorzystać, kiedy nagle jego myśli zostały przygłuszone, rozlegającą się po pomieszczeniu dobrze, znaną mu piosenką, służąca mu teraz, jako forma dzwonka do telefonu, który kilka dobrych miesięcy temu ustawił mu Levi. Zrezygnowany spojrzał na wyświetlacz, marszcząc przy tym swoje brwi, widząc ciągle wyświetlający się napis "Kenny Ackermann". Wziął głęboki wdech w momencie, gdy po drugiej stronie usłyszał, lekko zachrypnięty głos, ciemnowłosego mężczyzny. 

/- Eren? -chłopak wzdrygnął się lekko zaskoczony, słysząc swoje imię. Niepewnie mruknął, dając znać jego rozmówcy, iż właśnie z nim rozmawia.- Przyjdź jutro do kawiarni Le Pain Quotidien** o godzinie siedemnastej. Musimy porozmawiać.

Po tych słowach szarooki mężczyzna rozłączył się, pozostawiając tym samym zestresowanego chłopaka samego. Przerażony, niskim i dość poważnym tonem Kenny'ego, z trudem przełknął ślinę, zdając sobie sprawę z tego, iż ciemnowłosy mężczyzna może mu zrobić krzywdę. Niepewnie, więc wybrał numer do jedynej osoby, która mogłaby go wspierać w momencie, gdy uda się na spotkanie z wujkiem Levi'a. 

- Erwin? -zapytał z trudem, panując nad swoim głosem.- Mógłbyś do mnie teraz przyjechać? Potrzebuję twojej pomocy... I weź ze sobą Armina...

/- Jasne, zaraz będziemy -odparł tamten, szybko rozłączając się, i zostawiając Erena pogrążonego w swoich myślach. Nie widział się z Arlert'em już od kilku dobrych miesięcy. Od śmierci Levi'ego zamknął się w sobie. Odgrodził od siebie cały świat, stworzył mur, którego nikt nie zdołałby przeskoczyć, którego nikt, nie zdołałby wyburzyć, został sam. Umarł. I tak miało pozostać przez kilka następnych lat, dopóki, znów nie spotka się z Levi'em. 

Bo właśnie to on był przy nim tak długo, jak długo los mu na to pozwolił. Eren wiedział, że nic już nie będzie takie samo, że jego życie z czasem pozostanie jedynie szarym odcieniem wśród tych przepełnionych radością i szczęściem dni, że nad jego głową nadal będą wisiały deszczowe chmury, bo nic w życiu nie powtarza się dwa razy. Nie ma dwóch tych samych nocy, dwóch tych samych pocałunków, jednakowych spojrzeń w oczy...
_____ 

Topologia* - dział matematyki zajmujący się badaniem własności, które nie ulegają zmianie nawet po radykalnym zdeformowaniu obiektów.

Le Pain Quotidien** - francuska, dobrze znana w Nowym Jorku, kawiarnia.